ASCALON

ZAMIAST KOMENTARZY

    Niniejsze zapisuję w sztambuchu, albowiem rzecz w znacznej części dotyczy mojej rzemieślniczej działalności. A jest tak:

Na emeryturze jestem, więc nie młodzianek. Nie wiem czy to z racji wieku, silnie nadwątlonej gorzałką wątroby czy rozpanoszenia się zadufanej, strojnej w fachowe piórka amatorszczyzny…. ale rzygać się chce.

Zanim rozpocząłem wytwarzanie replik staropolskich siodeł, łyknąłem nieco praktyki. Jeździłem stiple, skakałem, skutecznie ścigałem się na dystansach 2 x 100 km oraz 160 km. W czasach Janka Kruka w Zakładzie Treningowym Koni Wierzchowych Bonin miałem dziennie do „ruszenia” (zajeżdżanie, ujeżdżanie, naskakiwanie) 10 koni. Relaksowo dosiadałem wierzchowców W. Wąsowskiej lub A. Sałackiego, ale też „twardych” hodowlanych ogierów w Łobzie, Książu, Kętrzynie, Klikowej itd. Teraz jakaś arogancka paniusia komentuje szczegóły mojego dosiadu, bo sądzi, że jest „w prawie”. Reklamowała się przecież jako (chyba jedyna na świecie) osoba, która przez wiele godzin potrafi jeździć z monetami (na tybince) pod kolanem. Wprawdzie w archiwach Polskiego Związku Jeździeckiego nie ma wzmianki o jej jeździeckich sukcesach, tym bardziej o ukończeniu kursu instruktorów sportu jeździeckiego, ale…. się wypowiada.

Uczestniczyłem w jednym z takich kursów (Moszna – Zbrosławice 1973 – 1974 r.). Komentowanie tego, jak jeżdżą koleżeństwo było dopuszczalne (nawet konieczne) podczas zajęć nauki prowadzenia jazdy. Umizgiwanie się do stojącej za płotem gawiedzi nie było dopuszczalne. Gdyby ktoś tak postąpił, znalazłby się wśród tych za ogrodzeniem i kursu nie ukończył. Być może tak było z przemądrzałą paniusią, chociaż… pierwej był przecież egzamin kwalifikacyjny i wtedy trzeba było już coś umieć.

Zamieściłem dwa filmiki https://www.youtube.com/watch?v=Z97117FpJAc oraz https://www.youtube.com/watch?v=-VaJE5r2wxY – oba traktują o jeździe XVI – XVII w. Gadam i dokazuję w nich konno, wymachując szablą. Dla dyskutantów jakoby tematycznej strony nie jest istotne, że jadę tam, gdzie chcę, w chodzie jakim chcę, macham orężem… trwam w siodle!

Twierdzi się, że gdyby naprzeciw szlachcica Polaka wyjechał zbrojny w rapier, edukowany na zachodnich traktatach pruski oficerek, nasz rodak ruszyłby z miejsca galopem i jednym cięciem łeb mu rozpłatał. To możebne i kiedyś byłoby zasadne. Teraz istotniejszy jest (dla facebook’owych ekspertów) kąt odchylenia stopy przez polskiego jeźdźca. Furda skuteczność, nic nie znaczy pewność i swoboda użycia broni, skoro on stopę odrobinę więcej niż 30 stopni od konia odstawił. Zgroza! Nieprawdaż? Wojciech Kossak, malarz, ale w swoim czasie oficer austriackiej kawalerii, na obrazach mieścił zamaszyście tnących jeźdźców, którym stopy do 45 stopni od konia odstawiał. Zgroza! Nieprawdaż? Bo też co on mógł wiedzieć o konnej jeździe? Najpewniej fantazjował nieboraczek.

Jeden z odkrywców – opiniotwórców stwierdził nawet, że siodła używane przez angielską lekką jazdę w XIX w. są identyczne jak te, zażywane w Rzeczpospolitej XVII w., a w ogóle to węgierskie są, bo tak zostało podobno przyjęte. Przez kogo niby przyjęte?

    Z powodów oczywistych nie jestem już tak sprawny fizycznie, jak byłem 40 lat temu. Ostatnio udar, a w wyniku częściowy paraliż nadwątlił jeszcze tą wydolność. Konia (z rekreacji) dosiadam tylko wtedy, gdy realizując kolejne zamówienie testuję wyrabianą akurat terlicę. Może niewiele potrafię, ale wystarczy by stwierdzić, czy sprzęt nie doskwiera wierzchowcowi.

    Tworzenie replik siodeł historycznych wymaga znacznej wiedzy z zakresu siodlarstwa, rymarstwa, znajomości doboru i obróbki drewna, skóry, metalu. Trzeba orientować się w temacie budowy konia i różnorodności dosiadów, znajomością historii kultury materialnej, sztuki, realiów danej epoki itd.

Jakiś czas temu przygotowałem do druku materiał. Szczęśliwie wstrzymałem publikację bogato ilustrowanego opracowania. Spostrzegłem, że kilka wątków wymaga ponownego przebadania, inne uszczegółowienia. Nie jestem sławnym Inkompetentem, aby głosić nonsensy, z których potem nie umie się wybrnąć. Mam dość szczegółowy pogląd na staropolskie siodlarstwo. Szczegółowy, co nie oznacza, iż nie dający się bardziej dopracować. Spodziewam się, że kolejne produkcje przybliżą mnie do sedna i pozwolą na wydanie rzetelnego opracowania p.t. „Gawęda o siodle”.

    Administratorzy rzekomo tematycznej strony silą się na złośliwości względem mojej osoby. Nie dam się sprowokować ignorancji – lekce ją sobie ważę. Mam przekonanie, że nawet gdyby kupą stanęli naprzeciw konno i z szablami w łapkach, ZUS by na tym nie zyskał, bo nadal pobierałbym emeryturę.

    Przez 10 lat uczyłem się w zakresie projektowania i wykonywania historycznego ubioru. Przez jakiś czas zatrudniony byłem w teatrze i filmie jako kostiumolog. Było to dość dawno, zatem śledzę dyskusję, ale tylko sporadycznie piszę coś na zajmującej się tą kwestią stronie. A jeśli, to tylko wówczas, gdy wiem, o czym piszę… Nie puszczam bąków w fotel. No cóż. Dla niektórych (wzorem Pawlaka z „Sami swoi”) słowo jest droższe pieniędzy. Efekciarskie popisy, bredzenia od tematu, ujawnienia na zasadzie „nieważne co mówią, byle po nazwisku”, nie przylegają do mojej mentalności.

Zamieściłem filmik, w którym (jako jedyny z wymądrzaczy) ujawniłem się konno w całości… A co mi tam. Nawet, gdybym wzorem innych zamieścił tylko fragmenty kolana, stopy, gębę, rąsię, a wraz „cudnej urody pejzaż” i tak wspomniane paniusie oraz wszystko wiedzący kawalerowie zawyrokowaliby o moich jeździeckich umiejętnościach po kształcie wąsów osądzając zapewne.

PS.

    Cały czas odnoszę się do XVI- XVII w., aliści oceniacze nie raczą wychwycić tego niuansu. No cóż, 400 lat w tą albo w tamtą – jakie to ma znaczenie wobec ich ponadczasowych niezbywalnych przemyśleń?

Aktualności

Poprzednia Następna

Ze sztambucha rzemieślnika

17-07-2015

CUDNIE JEST, A DALEJ… BEZ TYTUŁU     Polityka zajmuje mnie o tyle, że jej efekty...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

03-07-2015

A WŁAŚCIWIE TO O CO SIĘ ROZCHODZI?     No i nie wyzwolę się z rzemieślniczego...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

26-06-2015

PANTA RHEI     W tekście pt. „Panna Klio” ujawniłem pewność, że w historii prócz barwy,...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

23-06-2015

CUDA NAD WISŁĄ     Nie zaprzeczam – gorzała jest moją mateczką, siostrą przyrodzoną i miłośnicą...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

20-06-2015

PANNA KLIO     Osadzony w czasie między wyborczymi zawieruchami umyśliłem napisać coś pozornie bez związku...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

14-06-2015

MASZ PORTRET     Odebrałem kilka telefonów – zbyt mało, aby poczuć się celebrytą, jednak miło,...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

10-10-2014

A ŁOOO.… KRÓL JEST NAGI!!!       Jestem sobie rzemieślnik na emeryturze – mam czas. Ojczyzna zabezpieczyła...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

03-10-2014

ZAMIAST KOMENTARZY     Niniejsze zapisuję w sztambuchu, albowiem rzecz w znacznej części dotyczy mojej rzemieślniczej...

Czytaj więcej

SZARŻA NA CZOŁGI

09-09-2014

SZARŻA NA CZOŁGI        Ta historia wydarzyła się naprawdę. Czemu uznałem za stosowne o...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

29-08-2014

O PCHNIĘCIACH (SZTYCHACH) KAWALERYJSKĄ SZABLĄ     Wśród rozmaitych bajań buszuje i rozkwita mit o pchnięciach...

Czytaj więcej

Wybrane realizacje

Kontakt

Ignatki Os.
ul. Jeździecka 6
16-001 Kleosin
k/ Białegostoku

Tel. 693 265 882

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.