ASCALON

O PCHNIĘCIACH (SZTYCHACH) KAWALERYJSKĄ SZABLĄ

    Wśród rozmaitych bajań buszuje i rozkwita mit o pchnięciach (sztychach) kawaleryjską szablą. Przywrócenie prawdy prawdzie jest niełatwe, bo w lansowanie bajdur zaangażowało się wielu, w tym również tzw. autorytety. Aby dobrać się do sedna należy uzmysłowić czytelnikowi, że przekonanie, iż Polski ułan to sprawny, sprytny, błyskotliwy, wyróżniający się pośród reszty armii osobnik, również do mitów zaliczyć można. Co to ma wspólnego z szabelkową praktyką? O tym za chwilę. Nadmienię tylko, że polska jazda (gdy przestała być formacją szlachecką) w przeważającej mierze składała się z parobków, którzy sprawniej władali cepem i widłami, niż szablą właśnie. W wielu pułkach czasu międzywojennego używano nieregulaminowych komend. Ułan miał w prawej cholewie buta wiecheć słomy, w lewej siana. Na ujeżdżalni wybrzmiewały komendy: „wolta w siano!” albo „kierunek słoma!”. To nie żart. To była konieczna praktyka, o której nie wspominają żadne regulaminy. Bo co było robić, jeśli rekrut był analfabetą, a do tego jeszcze prawej od lewej strony odróżnić nie potrafił?

    Od początków XVI wieku, kiedy szabla coraz wyraźniej stawała się bronią – symbolem polskiej jazdy, w ćwiczeniu i boju zażywano cięć. Jeśli Panowie Bracia siekli (nie kłuli) się per pedes znaczy, że nawyki wyniesione z siodła dominowały. W swoich pamiętnikach Jan Poczobut Odlanicki (1640 – 1684) odnotował około dwudziestu pojedynków. Przy każdym wspomina o cięciu lub sieczeniu, a tylko raz, gdy w jakiejś burdzie (cyt.) „sztychem dostałem przez suknię”. Nie ma przy tym żadnej wzmianki, czym ów sztych był zadany.

PolskI szlachcic walczył konno, więc od małego ćwiczył się w tym względzie; szablą ciął i już! Jeśli teraźniejsi szermierze usiłują odtworzyć dawną sztukę polskiej szabli, a w ponad 90% nie potrafią utrzymać się w siodle, to samo to wycenia wartość takich usiłowań.

Dopóki jazda była szlachecka, a więc tworzyli ją ludzie od dziecka uczeni w użyciu krzywego oręża, dopóty rozmaitości mogły się wydarzać. Od czasu, gdy ułanami stawali się mieszczanie, fornale i parobczaki, karta się odwróciła – niezastąpione stały się regulaminy. Substytut tego, czego nauczał się szlachecki młodzianek przez najmniej dziesięć lat, trzeba było uzyskać po roku szkolenia. Taka konieczność zmuszała do znaczących uproszczeń. Z nieprzebranej ilości rozmaitych cięć zostało tylko sześć regulaminowych, a w praktyce stosowano trzy. O ile w XIX wieku starano się, aby w ćwiczeniach wykazywana była maksymalna biegłość, o tyle wiek XX wybrzmiał w tym względzie, jak łabędzi śpiew. To oczywiste, skoro potrzeba sprawnego użycia białej broni w walce niemal zanikła. Szkolono bardziej dla tradycji, niż z faktycznej potrzeby.

    Wywołam ferment, ba, święte oburzenie wśród teraźniejszych rekonstruktorów, gdy stwierdzę, iż szkolenie w pchnięciach szablą (prześwietna „ludwikówka”) było sporadyczne, a biegłość wykazywała głównie kadra oficerska i podoficerska. Wielbiciele źródeł mają przecież argumenty. Wydobędą regulaminy, ukażą przykłady, nawet zdjęcia. Bardzo to ładnie, aliści regulaminy to zalecany trend, a w praktyce interpretowali je oficerowie liniowi. Owszem, są w tych regulaminach odnośne zapisy, są też rysunki, jak uchwycić szablę do pchnięcia. Jest to przecież chwyt inny niż sposób, w jaki trzymano oręż tnąc nim. Przy okazji dygresja.

    Gdy dzięki Federacji Bibliotek Cyfrowych upubliczniły się wspomniane ilustracje, jawnym stało się, iż W. Zabłocki – pomysłodawca słynnego „chwytu karabelowego” - nie takim znów bezdyskusyjnym okazał się mistrzem. Ów tak rozpropagowany uchwyt był bowiem identyczny z tym, jak trzymano szablę przy zadawaniu pchnięć akurat. Kto myślący niech sobie dopowie, co można by tu jeszcze o rewelacjach dwudziestowiecznego sportowego szablisty nawypisywać. Można, ale po co się znęcać, skoro on sam dźgnął sobie (sztychem) w stopę. Zatem ad rem.

    Czemu ośmielam się wywoływać wzburzenie pisząc o lukach w szabelkowym wyszkoleniu ułanów? Na jakiej podstawie powszechne przekonanie, iż było całkiem inaczej psowam? Odbywają się przecież liczne pokazy, konkursy, memoriały (i co tam kto jeszcze zechce), gdzie rekonstrukcyjny kwiat polskiego ułaństwa z zapałem dźga rozmaite manekiny i kapuściane pozorniki. To robi wrażenie, a gdyby nie przekonywało, są wspomniane już regulaminy wypełnione sztychową treścią, więc dlaczego ja tak? A fe!

Przypomnę zatem stwierdzenie, że przeciętny ułan nie błyszczał inteligencją profesora, ani manualną sprawnością rzemieślniczego majstra. Wojsko z natury swojej uśrednia wszystko, zatem i wyszkolenie. Liczy się poziom średni i za niego akurat nagradzani są dowódcy. Jeśli zatem ułan – parobek dostał archaiczną już broń (szablę) do łapy, to nauczany był niezbędnego minimum – cięcia od ucha przez wraży łeb. Ćwiczyć go w tym, aby galopując szybko oceniał kiedy ciąć, a kiedy pchnąć oraz sprawnie zmieniał chwyt szabli, było po prostu bezcelowe. Ci, dla których rozmaite źródła, to niepodlegająca najmniejszej krytyce wyrocznia, plwać będą – ja zaś bardziej wierzę w e wspomnienia żywych ludzi – oficerów i podoficerów kawalerii.

Niemałą wiedzę o szabli uzyskałem od koniuszego z PSO Klikowa (początek lat siedemdziesiątych). Szkoda, iż nie zapamiętałem jego nazwiska – bodajże Szczyrko lub Szczypko – szkoda. Utrwaliłem przecież w pamięci wspomnienie, że całą kampanię 1920 r. przebył w ułańskiej służbie. Szabli używał stosunkowo często i zawsze tnąc. Owszem, bywały ćwiczenia szeregowych ułanów także w zadawaniu pchnięć, ale (jak nadmieniłem) działo się to na marginesie marginesu.

Zanim przystąpiłem do pisania, skonsultowałem rzecz z P. Mieczysławem Wroczyńskim. Wychował się w koszarach 10 Pułku Ułanów Litewskich (jego brat Zbigniew był dowódcą Szwadronu ckm-ów), na wojnę ruszył jako ułan 110 Pułku rezerwowego – ten od Hubala. Stwierdził, iż ćwiczono szeregowców również w zadawaniu pchnięć. W tym celu na placu kładzione były wypchane słomą worki (tylko taka forma pozorników), które należało kłuć z siodła. Chodziło o to, że piechurom zalecano wtedy jako jedyny reakcję na szarżę kawalerii, szukać jakiejś osłony lub kłaść się na ziemi. Oczywistą nonsensowność takich zaleceń trudno komentować. Gdzie znalazłby się osobnik, który na widok cwałującej frontalnie jazdy, ległby na ziemi i czekał, aż go roztratują. Każdy uciekałby co sił w nogach z karabinem nad głową, bo to stanowiło namiastkę osłony, a uciekających najprościej było eliminować siekąc.

W swoim czasie dopytywałem rtm. Jana Ładosia o szczegóły szarży pod Krojantami. Powiedział (mam to zanotowane, więc cytuję): „Gdy wyjechaliśmy na ten pagórek, w dole była niemiecka piechota, karabiny w kozły ustawione – odpoczywali… To my na nich i z góry ich po tych garnkach, po tych garnkach…” I taką była kawaleryjska praktyka, często jakże inna od teorii i regulaminowych zapisów.

Odnotowałem powyższe, gdyż coraz liczniej ujawniają się szabelkowi fachowcy wymyślając oraz prezentując szermiercze nonsensy. Czas płynie, więc niewielu zostało takich, którzy w boju z konia szablą cięli. Gdy i ich zabraknie, kto ośmieli się zanegować chociażby panoszący się ostatnio wymysł, jakoby istniało kawaleryjskie cięcie (od prawej w prawo w przód ku górze), które jakiś czynownik nazwał abisynką. Będą wkrótce rozkwitały rozmaite arabianki, iranki, syryjki i tym podobne różności, bo mus taki udowodnić, iż Polak do szabli urodzony jest – azaliż?

Aktualności

Poprzednia Następna

Ze sztambucha rzemieślnika

17-07-2015

CUDNIE JEST, A DALEJ… BEZ TYTUŁU     Polityka zajmuje mnie o tyle, że jej efekty...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

03-07-2015

A WŁAŚCIWIE TO O CO SIĘ ROZCHODZI?     No i nie wyzwolę się z rzemieślniczego...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

26-06-2015

PANTA RHEI     W tekście pt. „Panna Klio” ujawniłem pewność, że w historii prócz barwy,...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

23-06-2015

CUDA NAD WISŁĄ     Nie zaprzeczam – gorzała jest moją mateczką, siostrą przyrodzoną i miłośnicą...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

20-06-2015

PANNA KLIO     Osadzony w czasie między wyborczymi zawieruchami umyśliłem napisać coś pozornie bez związku...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

14-06-2015

MASZ PORTRET     Odebrałem kilka telefonów – zbyt mało, aby poczuć się celebrytą, jednak miło,...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

10-10-2014

A ŁOOO.… KRÓL JEST NAGI!!!       Jestem sobie rzemieślnik na emeryturze – mam czas. Ojczyzna zabezpieczyła...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

03-10-2014

ZAMIAST KOMENTARZY     Niniejsze zapisuję w sztambuchu, albowiem rzecz w znacznej części dotyczy mojej rzemieślniczej...

Czytaj więcej

SZARŻA NA CZOŁGI

09-09-2014

SZARŻA NA CZOŁGI        Ta historia wydarzyła się naprawdę. Czemu uznałem za stosowne o...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

29-08-2014

O PCHNIĘCIACH (SZTYCHACH) KAWALERYJSKĄ SZABLĄ     Wśród rozmaitych bajań buszuje i rozkwita mit o pchnięciach...

Czytaj więcej

Wybrane realizacje

Kontakt

Ignatki Os.
ul. Jeździecka 6
16-001 Kleosin
k/ Białegostoku

Tel. 693 265 882

E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.