ASCALON

A PROPOS SZABLI

      Warsztatowa codzienność nie umieszcza adrenaliny na górnych poziomach. Byt wytwórczy, jeśli czymś zaskakuje, to efektem bezustannego potwierdzania starej prawdy, że lepsze jest wrogiem dobrego. Czasami przybywa jednak klient, którego zapragnienia spychają z utartych szlaków bogobojnej rutyny.

Jakiś czas temu zaszczycił mnie obecnością taki właśnie. Wcześniej dał się poznać jako ten, któremu bardziej zależy na posiadaniu unikalnego wyrobu, a o cenę mniejsza – widomo: dobre musi kosztować. Przedtem zamówił karabelę. Teraz, ponieważ będący niezłym jeźdźcem nie znajduje upodobania w niby szermierczych, modnych obecnie „prysiudach” stwierdził, że taka zabawka (karabela) dla kawalerzysty, to jakby nie ten tego. Zdecydował więc, iż zamawia szablę w proporcjach okazałą, co to gdy nią ciąć, to „od misiurki do kulbaki” rozpłatać można bez trudu. Przekonywałem, że sugerowane parametry bliższe są miecza dwuręcznego, ale się uparł – ma być taka, jaka ma być.

Ponieważ zamówienie nietypowe, zatelefonowałem do Mistrza Marka, gdyż kto inny poradziłby sobie z odkuciem takiej głowni? Poza tym jakości wyrobów Pana Sobuckiego rekomendować nie ma potrzeby. On w swoim fachu niedoścignionym jest – co tu gadać. Pomimo to, aby nie szokować go po całości, zanim nawiedziłem kuźnię najpierw wysłałem rysunek. Mistrz ze spokojem przyjął zamówienie, raczył jedynie zapytać z przekąsem:

- A ten pański (czyli mój) klient to na safari się wybiera? Słonie znaczy zamierza siec?

- Panie Marku. Szczegółów nie znam. Dał kasę, co ją Panu przekazuję, a jak będzie, zobaczymy. Zaczynam już kombinować, jak takie coś oprawić, jak wyważyć. Mało szans…, mało szans kuźwa.

- Najpierw trzeba ją odkuć, potem będzie pan sobie wymyślał.

      W oznaczonym terminie przybyłem odebrać gotowy wyrób. Wizualnie prezentował się imponująco. Bardziej przecież zaskoczyła mnie waga. Bo chociaż oczywiście niemała, nie było aż tak trudno podnieść to żelastwo do góry.

- No to teraz może się Pan zacząć martwić, jak ją z sensem oprawić – stwierdził Mistrz Sobucki.

Rzeczywiście wyprofilowanie oraz kątowanie rękojeści wymagało czasu i fatygi. Wreszcie nadszedł moment, gdy tnąc stwierdziłem, że wprawione w ruch ostrze ze świstem zatoczywszy krąg, prawie samoczynnie wróciło do pozycji wyjściowej. Uff… no to cię mam…

      Do późna bawiłem się ze zdobieniem. Następnego dnia napełniwszy dwie sześciolitrowe butle po wodzie mineralnej, wykonałem próbę. Bez trudu zostały przecięte.

Dobra nasza – pomyślałem – słonia to może nie do końca, ale jakby Pan Klient chciał kogoś „od misiurki do kulbaki”, to spokojnie mogę dać gwarancję.

      Wyniosłem z tego zlecenia również osobiste doświadczenie. Zdarzało mi się ciąć różnymi głowniami. Sądziłem, iż posiadam dość wiedzy o naszej dawnej szermierce. Ośmieliłem się nawet rozpocząć pisanie i ilustrowanie o niej gawędy. Dopiero jednak cięcia wykonane tym (jakby na słonia) kordem uświadomiły mi, a też i pozwoliły doprecyzować niektóre przypuszczenia o arkanach władania staropolską szablą. Wagi tego doświadczenia nie sposób przecenić.

       Skoro już jestem przy szabli, chciałbym podzielić się z Szanownymi refleksją. W ubiegłym tygodniu opublikowałem stare nagranie mojej piosenki „Prosto za parowem”. W tekście zawarte zostało „w polskiej dłoni (oczywiście tej siedemnastowiecznej) szabli nie poradzą diabli”. Nie ja to wymyśliłem. Takie przeświadczenie zawarte zostało w starej łęczyckiej legendzie o diable Borucie. Dlaczego o tym piszę?

Otóż pragnąc wzbogacić wspomnianą piosenkę, szukałem dla niej ilustracji. Obok innych znalazłem rysunek Juliusza Kossaka, swego czasu zamieszczony bodaj czy nie w „Kurierze Ilustrowanym”. Rycina została opatrzona podpisem: „Pan młody przerzucił nagle kord z prawej ręki w lewą i odciął Borucie dwa palce”…

Nie, no proszę nie strzyc uszami. Nie zamierzam ożywiać sporów i przytaczać tego, jako argumentu przeciw wymądrzalstwom Pana Źródło na temat rzekomo obnoszonej wśród sarmatów leworęczności. Nie o to chodzi, chociaż kąsek wydaje się smaczny. Po prostu zastanowiłem się, skąd artyście przyszedł do głowy taki koncept. A pamiętają Szanowni bohunowy fortel? – identyczny, nieprawdaż? Domyślam się, iż właśnie jeden z bohaterów „Ogniem i mieczem” zainspirował rysownika. Sienkiewicz pisząc „Trylogię” bez wątpienia korzystał z zachowanych do wtedy pamiętników, dokumentów, publikacji. Literat dysponował też wspaniałą wyobraźnią oraz niezbędną dla jej nasycenia logiką w myśleniu. Niektórym z teraźniejszych upubliczniaczy wyraźnie doskwiera ich brak. Zapewne nasz noblista zestawił pozyskane w dawnych zapiskach informacje. Efekciarskie popisy osobników, których w XVII wieku określano mianem „mańkuta”, uczynił szermierczym „Wunderwaffe”.

W połowie XIX wieku Polak o szabli wiedział akurat tyle samo, co inne sąsiedzkie nacje – czyli niewiele. Musiało zatem robić wrażenie owo w trakcie siekaniny przerzucanie kordu z ręki do ręki. Najpewniej tak, skoro również Kossak obdarzył swego bohatera tą „szczególną” umiejętnością.

      Ileż to można nadomniemywać wpatrując się w zamieszczoną dobrze ponad wiek temu w tygodniku ilustrację.

Aktualności

Poprzednia Następna

Ze sztambucha rzemieślnika

29-07-2014

MITYCZNI MISZCZOWIE       Domniemywałem, iż po żenujących wynurzeniach, które na temat husarii upubliczniał wiadomy...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

11-07-2014

Ze sztambucha rzemieślnika

MIT HUSARSKIEGO SIODŁA     Pośród wielu tuczonych ignorancją mitów mieści się i ten dotyczący husarskiego...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieśnika

27-06-2014

KOMENTARZ DO KOMENTARZA     Zamiary człowieka, to bodaj najmniej pewna na tym świecie żywizna. Ubrdałem...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

20-06-2014

O MITACH W JEŹDZIECTWIE GRASUJĄCYCH     Czas płynie, materializacje się zmieniają. W sztambuchu „przypiekałem boczków”...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślika

10-06-2014

DLACZEGO NIE DYSKUTUJĘ O SIODŁACH     Nietrudno zauważyć, że czasy Pawlaka (”Sami swoi”), kiedy to...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

06-06-2014

SIEDZĄC PO POLSKU W SARMACKIM SIODLE Jerzy Mirosław Płachecki     W numerze KP 8/2011 ukazał...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

07-03-2014

BANITA     Dotychczas ekonomia dzieliła się zasadniczo na socjalistyczną (czyli niesłuszną, z minionego okresu) oraz (grasującą...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

28-02-2014

W SIODLE, CZY BARDZIEJ NA?     Upubliczniłem zdjęcie kolejnej siodlarskiej repliki z połowy XVII w. Zasadniczo...

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

21-02-2014

REKONSTRUKTORSKA KOSZERNOŚĆ     Piszecie do mnie Szanowni (fakt – coraz rzadziej) pytając o to i owo....

Czytaj więcej

Ze sztambucha rzemieślnika

23-12-2013

O tym i owym, to i owo.       C’est la vie, a jakie jest -...

Czytaj więcej

Wybrane realizacje

Kontakt

Ignatki Os.
ul. Jeździecka 6
16-001 Kleosin
k/ Białegostoku

Tel. 693 265 882

E-mail:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.